Był rok 1958. Polska dopiero otrząsała się z najsurowszych lat socrealizmu, a Zachód ścigał się o nową formę — opływową, plastyczną, uwolnioną od prostego kąta. W Łodzi, z dala od paryskich salonów i mediolańskich targów, profesor malarstwa zamknął się w pracowni i zaczął rzeźbić w żywicy coś, czego nie widziano dotąd ani w kraju, ani gdziekolwiek indziej.
Efekt nie miał ani jednego ostrego kantu. Jednolita, płynna skorupa, jakby wyrosła sama z siebie, oparta na czterech cienkich metalowych nóżkach. Kilka lat później zachwycił się nią sam Le Corbusier — i chciał ją produkować we Francji.
Poznaj historię fotela RM58 i człowieka, którego nazywano polskim Charlesem Eamesem — projektu, który zniknął na pół wieku i wrócił jako ikona polskiego designu.