W siedemnastowiecznej Anglii fotel z wysokimi bokami nie był ozdobą, tylko obroną. Skrzydła wyrastające z oparcia osłaniały głowę przed przeciągiem i nadmiarem ciepła z kominka, a przy okazji dawały coś, czego meble wcześniej nie oferowały — poczucie schronienia. Przez trzysta lat ta forma prawie się nie zmieniła. Skrzydła zawsze sterczały w górę, przy głowie, i zawsze odgradzały siedzącego od reszty pokoju.
W mediolańskiej pracowni Patricii Urquioli to samo słowo dostało nowe miejsce. W jej projekcie dla Cassiny skrzydło nie wyrasta przy skroniach — wychodzi z tyłu, owija się wokół pleców i zagina do przodu na wysokości łokci. To, co przez trzy wieki chroniło głowę, tutaj podtrzymuje ramiona. Stąd nazwa: Back-Wing.
Uczennica mistrzów, która nie klęka przed archetypem
Patricia Urquiola urodziła się w 1961 roku w Oviedo, w północnej Hiszpanii. Studia architektoniczne zaczęła w Madrycie, ale dyplom obroniła na mediolańskiej Politechnice — pod okiem Achille Castiglioniego, człowieka, który potrafił zrobić lampę z reflektora samochodowego i uczynić z tego poezję. Potem przyszły lata pracy u Vico Magistrettiego w De Padova. Trudno wyobrazić sobie lepszą szkołę włoskiego myślenia o meblu: najpierw idea, potem forma, na końcu ozdoba — a najlepiej wcale.
Własne studio otworzyła w Mediolanie w 2001 roku. Od 2015 jest dyrektorką artystyczną Cassiny, marki, która od stu lat definiuje, czym jest włoski mebel premium. To rola wymagająca szczególnej równowagi: trzeba opiekować się dziedzictwem Le Corbusiera, Charlotte Perriand i Gio Pontiego, jednocześnie dopisując do niego nowe rozdziały.
Urquiola robi to w charakterystyczny sposób. Nie traktuje archetypów nabożnie. Bierze znaną typologię, rozkłada ją na części i składa z przesunięciem — jednym, ale zasadniczym. Back-Wing jest tego najczystszym przykładem.
Rama, która rysuje, skóra, która ustępuje
Konstrukcja to lite drewno: jesion w kilku wersjach kolorystycznych albo ciemny orzech canaletto o gęstym, ciepłym rysunku słojów. Nogi nie kończą się przy siedzisku — biegną dalej, przechodzą w pionowe elementy oparcia i domykają się poziomą belką, która nagle zmienia kierunek. Cały szkielet czyta się jak jedną, ciągłą linię prowadzoną pewną ręką.
Na tej mocnej, rysunkowej ramie położono coś zupełnie przeciwnego: miękkie, cienkie tafle tapicerki. Wypełnienie stanowi pianka poliuretanowa z warstwą włókniny, obleczoną skórą lub tkaniną. Nie ma widocznych przeszyć. Krawędzie obrysowuje wąski skórzany lampas, który działa jak kreska konturu w rysunku — podkreśla kształt, zamiast go maskować.
Kontrast między twardą geometrią drewna a ustępliwością tapicerki to nie efekt estetyczny, tylko cała idea tego fotela. Drewno trzyma. Skóra przyjmuje.
![]()
Podłokietnik, który wyrósł z oparcia
W klasycznym fotelu podłokietnik jest elementem doklejonym: osobną belką, osobną poduszką, osobnym kawałkiem konstrukcji. Tutaj nie ma takiego podziału. Tapicerowane oparcie owija się wokół pleców i po obu stronach zagina do przodu, tworząc dwa skrzydła, na których spoczywają ramiona. Jeden gest, jedna powierzchnia, dwie funkcje.
Efekt czuć od razu po usiądnięciu. Nie ma twardego przejścia między plecami a łokciami, nie ma miejsca, w którym ciało musi się dopasować do kanta. Kąt oparcia jest wyraźnie wypoczynkowy — to nie krzesło do pracy przy stole, tylko fotel do dłuższego siedzenia z książką albo rozmową.
Wymiary pozostają przy tym oszczędne: 91 cm szerokości, 73 cm głębokości, 69 cm wysokości, siedzisko na wysokości 43 cm. Jak na fotel wypoczynkowy to niewiele. Właśnie ta dysproporcja — komfort lounge'u w bryle, która nie zagarnia pokoju — jest tu najtrudniejszą do osiągnięcia rzeczą.
Jeden pomysł, cała rodzina
Back-Wing zaczął się w 2018 roku od krzesła pokazanego podczas mediolańskiego Salone del Mobile — szczuplejszego, bardziej minimalistycznego, pomyślanego do stołu. Rok później dołączył do niego fotel: hojniejszy w proporcjach, z oparciem przedłużonym w podłokietniki, odpowiadający na inną potrzebę. Dziś rodzina obejmuje także wersje pośrednie, z podłokietnikami i bez.
To bardzo włoski sposób pracy. Jedna zasada konstrukcyjna zostaje przeskalowana na kilka typologii, dzięki czemu meble stojące obok siebie należą wyraźnie do tej samej opowieści, choć każdy robi co innego. W biurze, w hotelowym lobby, w jadalni i w strefie wypoczynkowej można użyć czterech różnych siedzisk i nie stworzyć wrażenia przypadkowego zbioru.
To projekt, który wygrywa przy dłuższym spojrzeniu. Na zdjęciu wygląda po prostu dobrze. Na żywo widać, ile decyzji trzeba było podjąć, żeby wyglądał tak prosto: gdzie zakończyć skórę, o ile stopni odgiąć skrzydło, jak gruba może być belka, żeby jeszcze niosła konstrukcję, ale już nie ciążyła.
Dlaczego działa dziś
Mieszkamy inaczej niż dziesięć lat temu. Salon bywa biurem, jadalnia bywa salą spotkań, a mebel musi umieć zmieniać role bez przebierania się. Back-Wing należy do tej rzadkiej kategorii projektów, które są jednocześnie wyraziste i uniwersalne — mają własny charakter, ale nie walczą o uwagę z resztą wnętrza.
Jest w nim też coś, czego nie da się zmierzyć w centymetrach. Fotel, w którym oparcie samo zamienia się w podłokietnik, to mały dowód na to, że dobry design polega na zrozumieniu, czego ciało naprawdę potrzebuje, a nie na powtarzaniu tego, co zawsze robiono. Trzysta lat skrzydeł przy głowie. Jedno przeniesienie na plecy. I nagle wszystko jest oczywiste.
Jeśli szukasz fotela, który łączy rzeźbiarską ramę z litego drewna z dyskretnym komfortem i wchodzi zarówno do salonu, jak i do gabinetu — Back-Wing Armchair znajdziesz w ofercie Atak Design. Warto zobaczyć go na żywo: dopiero wtedy widać, jak lekko drewno przechodzi w skórę.
![]()